Koniec darmowych akcji ratunkowych w górach? Rząd szykuje dodatkową opłatę

Jeszcze do niedawna wezwanie pomocy w polskich górach było traktowane jako coś oczywistego, a ratownicy TOPR i GOPR ruszali na pomoc bez pytania o pieniądze, polisę czy kartę płatniczą. Teraz może się to zmienić. Rząd pracuje nad reformą finansowania ratownictwa górskiego, a jednym z pomysłów jest doliczanie specjalnej opłaty do biletów wstępu do parków narodowych. Oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo i stabilne utrzymanie śmigłowców, sprzętu oraz ratowników. Nieoficjalnie – o rosnące koszty i lawinowo zwiększającą się liczbę akcji ratunkowych.
Roczne utrzymanie śmigłowca GOPR to kilka milionów złotych. Autor:  Milosz Maslanka/shutterstock.com
Data publikacji: 2026-05-21 Roczne utrzymanie śmigłowca GOPR to kilka milionów złotych. Autor: Milosz Maslanka/shutterstock.com

brydzewska

Data dodania: 2026-05-21

Jak wygląda to dziś? Ratunek jest darmowy, ale system coraz bardziej przeciążony


Polskie góry co roku przyciągają miliony turystów, ale nawet pozornie łatwe szlaki mogą w kilka chwil zamienić się w śmiertelną pułapkę. Obecnie w Polsce akcje ratunkowe prowadzone przez TOPR i GOPR są darmowe dla turystów. Finansowanie pochodzi głównie z budżetu państwa oraz części wpływów parków narodowych. Turysta, który złamie nogę na szlaku albo utknie podczas burzy w Tatrach, nie dostaje rachunku za akcję śmigłowca ani za wielogodzinne poszukiwania.


Takie rozwiązanie od lat budzi jednak dyskusje. Ratownicy coraz częściej podkreślają, że liczba interwencji rośnie z roku na rok. Góry stały się modne, media społecznościowe zachęcają do zdobywania trudnych szlaków, a wielu turystów przecenia swoje możliwości. Efekt? Coraz więcej akcji dotyczy osób nieprzygotowanych, wychodzących w wysokie partie gór w trampkach, bez latarki, mapy czy podstawowej wiedzy o pogodzie.


Ratownicy zwracają uwagę, że część osób traktuje darmową pomoc jak usługę gwarantowaną niezależnie od własnej odpowiedzialności. Zdarzały się wezwania do turystów „zmęczonych zejściem”, ludzi bez odpowiedniego sprzętu czy osób ignorujących ostrzeżenia pogodowe. Każda taka akcja oznacza jednak ogromne koszty i ryzyko dla samych ratowników.


Brak odpowiedzialności finansowej powoduje lekceważenie zagrożeń?


Eksperci od prawa turystycznego od lat wskazują, że obecny system praktycznie nie przewiduje finansowych konsekwencji za skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie w górach. O ile można zostać ukaranym mandatem za wejście na zamknięty szlak czy naruszenie przepisów parku narodowego, o tyle sam koszt akcji ratunkowej pokrywa państwo.


W praktyce oznacza to, że turysta podejmujący bardzo ryzykowne decyzje nie ponosi realnej odpowiedzialności za skutki swoich działań. Ratownicy alarmują, że niektórzy wychodzą z założenia: „najwyżej przyleci śmigłowiec”. Taki sposób myślenia może prowadzić do tragedii.


Prawnicy podkreślają jednak, że pełne przerzucenie kosztów na turystów byłoby kontrowersyjne. Istnieje obawa, że ludzie zaczęliby bać się wzywać pomoc. A to mogłoby oznaczać jeszcze większe dramaty – opóźnione zgłoszenia, wychłodzenia organizmu czy śmierć osób, które próbowały zejść samodzielnie mimo zagrożenia. Dlatego rząd nie chce obecnie wprowadzać modelu słowackiego, gdzie za akcję ratunkową można otrzymać bardzo wysoki rachunek.


Nowy pomysł rządu. Specjalna opłata doliczana do biletu


Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracuje nad rozwiązaniem pośrednim. Zamiast obciążania kosztami pojedynczych turystów po akcji ratunkowej, planowane jest utworzenie specjalnego funduszu ratunkowego.

Mechanizm miałby być prosty:

  • kupując bilet do parku narodowego, turysta płaciłby kilka złotych więcej,
  • dodatkowa kwota trafiałaby bezpośrednio do TOPR i GOPR,
  • pieniądze byłyby przeznaczane m.in. na utrzymanie śmigłowców, paliwo, nowoczesny sprzęt i szkolenia ratowników.

Najwięcej mówi się o Tatrach, gdzie koszty są najwyższe. Utrzymanie śmigłowca Sokół to ogromne wydatki liczone w milionach złotych rocznie. Ratownicy podkreślają, że bez stabilnego finansowania trudno planować przyszłość służb.


Według wstępnych założeń cena biletu do Tatrzańskiego Parku Narodowego mogłaby wzrosnąć o kilka złotych. Dla pojedynczego turysty nie byłby to ogromny wydatek, ale przy milionach odwiedzających rocznie fundusz mógłby zapewnić stałe źródło finansowania ratownictwa.


Czy to początek płatnych akcji ratunkowych?


Na razie rząd stanowczo podkreśla, że nie planuje bezpośredniego obciążania turystów kosztami akcji ratunkowych. Jednak sama dyskusja pokazuje, że temat wraca coraz częściej. W środowisku ratowników pojawiają się różne pomysły:

  • obowiązkowe ubezpieczenie dla osób wchodzących w wysokie góry,
  • dodatkowe opłaty przy wejściu na trudne szlaki,
  • wyższe mandaty za ignorowanie zakazów i ostrzeżeń,
  • możliwość częściowego obciążania kosztami osób rażąco lekceważących przepisy.

Ostatnie rozwiązanie budzi największe emocje. Zwolennicy twierdzą, że ktoś, kto świadomie ignoruje czerwone alerty pogodowe albo wchodzi zimą na zamknięty szlak bez sprzętu, powinien ponosić konsekwencje. Przeciwnicy ostrzegają jednak, że granica między „błędem” a „rażącą nieodpowiedzialnością” byłaby bardzo trudna do określenia.


Ratownicy mają mieszane uczucia


Choć TOPR od dawna alarmuje o problemach finansowych, część ratowników ostrożnie podchodzi do nowych pomysłów. Obawiają się, że góry staną się mniej dostępne dla zwykłych turystów, a dodatkowe opłaty wywołają społeczne oburzenie. Tanie noclegi w Tatrach można znaleźć na naszej stronie.


Niektórzy wskazują też, że problemem nie są same koszty akcji, lecz brak edukacji i lekceważenie zagrożeń. Coraz więcej osób traktuje wyjście w góry jak szybki sposób na zdjęcie do internetu, nie zdając sobie sprawy z ryzyka. Ratownicy od lat apelują o większą odpowiedzialność, sprawdzanie pogody i realistyczną ocenę własnych możliwości.


Góry coraz popularniejsze, problem będzie wracał


Jedno jest pewne, wraz z rosnącą liczbą turystów temat finansowania ratownictwa będzie wracał coraz częściej. Tylko Tatry odwiedzają dziś miliony osób rocznie, a każda kolejna akcja ratunkowa oznacza ogromne koszty i ryzyko.

Rząd chce znaleźć rozwiązanie, które pozwoli utrzymać wysoki poziom bezpieczeństwa bez wprowadzania pełnej odpłatności za pomoc. Czy dodatkowa opłata do biletu okaże się kompromisem? Dyskusja dopiero się zaczyna, ale jedno jest pewne - era całkowicie „darmowych” gór może powoli dobiegać końca.

Komentarze